Wybory po zamachu w Mumbaju.

Właśnie otrzymałem list, skierowany do wszystkich pracowników Technopaku od naszego szefa i założyciela firmy. Wysłany w związku z zamachami i jutrzejszymi wyborami w Delhi.

Pozwolę go sobie wkleić w całości, bo dobrze obrazuje miarę złości, zawodu i smutku, jakie ten zamach sprowokował.

Aravind Singhal jest na co dzień bardzo spokojnym, dojrzałym i pogodnym mężczyzną. W jego liście kilka zdań i określeń jest zapewne niepotrzebnych, także dość jednoznaczne wyrażanie swoich politycznych poglądów może razić, ale składam to na karb emocji. Jeśli chcecie wiedzieć, co teraz czują Indusi, to w dużej mierze ten list to oddaje.

Dear Colleagues,

I believe I would be right in mentioning that the tragic events of the last two days at Mumbai would have left all of us dumbstruck, worried, frustrated, and angry. Dumbstruck we are with the sheer audacity of the terrorists, worried we are about the well being of our friends and relatives in Mumbai and indeed about the well being of India and all Indians themselves, frustrated we are with the increasing frequency of such attacks on our very right to live a peaceful and optimistic existence in India, and angry we are with the sheer ineptitude of our political system that throws up such visionless, thick-skinned, shameless, spineless and self-interest serving scoundrels and even puts many of them in positions that make us cringe each time we think about them. For me, in these last two days, the disgust was complete when I saw our spineless Prime Minister trying to address the nation in his squeaky timid voice, the visionless and intellect less Sonia Gandhi trying hard to look concerned about India while she has done everything possible to destroy India’s growth dreams by political compromises of the worst type just to stay in power in these last 4+ years of the UPA coalition, and the rabble rousing octogenarian fanatic L.K. Advani preaching about being firm with Jaswant Singh right next to him (some of us will remember that the same clipped-accented pseudo intellectual then foreign minister personally escorted some of India’s worst terrorists to Kandahar in exchange of some hostages while the self-styled iron-man was the then home minister).

In this background, when Delhi goes to elections tomorrow, it is understandable that some of us may decide to stay at home when presented with this Hobson’s choice regarding the options for casting our vote. However, if we do not exercise even this very fundamental right (to vote), our politicians would have succeeded in taking away even this very hard-fought right from us. Vote we must tomorrow, even if the choices being presented to us do not inspire confidence or respect. As we all understand, the current electoral system will end up throwing a winner even if most of us who consider ourselves intelligent and informed refrain from casting a vote. Just one vote will be enough to make a candidate a winner if no one else votes!

Your decision regarding who to vote for is entirely your personal choice and must always remain so. However, perhaps this time, you may wish to reflect a bit harder on who to give your vote too. I will certainly be looking first at the caliber of the candidates being put up by the two really national parties (Congress and BJP) before selecting any one of them. While I would have loved to look beyond these two parties, I believe one of the biggest problems that India’s political system faces today is the fragmentation that has thrown up all kinds of monsters (Mulayam and Amar Singh, Bal Thackeray and others for instance), principle-less (like Ajit Singh, Deve Gowda and others) and buffoons (like Raj Thackeray and Prakash Karat) etc. The coalition politics has the potential to further damage India and hence, at least in my view, the nation needs a very strong two-party system.

I do hope that you will exercise your right to vote tomorrow, and will encourage others to do so too.

Arvind

Na gorąco trwają analizy, ja się ich nie podejmuję. Może jak to wszystko się skończy.

Mumbai 2

Newsów ciąg dalszy. Choć tym razem z bardziej zawodowej strony. Pracuję w firmie, która zajmuje się organizacją konferencji międzynarodowych i eventów. Ponieważ Indie mają jeszcze niewiele centrów kongresowych, wiele konferencji odbywa się w hotelach, wiele z nich w Mumbaju, wiele w hotelu Taj… Tydzień temu moja koleżanka, wróciła z właśnie zakończonej konferencji. Siedziała w cafe Leopold, w której wczoraj wieczorem strzelano do gości, paliła papierosa patrząc na hotel Taj. Przed chwilą dzwonił do nas manager hotelu. Oprócz zabitych gości nie żyją wszyscy pracownicy recepcji, strażnicy i kucharz.

Na adresy mailowe wszystkich w firmie napływają listy z całego świata. Ludzie odwołują rezerwacje, zadają tysiące pytań. I co mam im powiedzieć? Przyjeżdżajcie do pachnących szafranem Indii? Największej demokracji świata, w której szanuje sie prawa człowieka? Nie wiem. cdn.

Mumbai. [i]

Co tu dodawać. Smutek, złość, trochę strach. A najbardziej bezsilność – to przecież nie pierwszy atak i wydawałoby się, że rząd powinien wprowadzić jakieś ostrzejsze środki by zapobiec powtórkom. A tymczasem dalej na pokład samolotu można wsiąść z zapomnianym w bagażu podręcznym kremem do opalania czy zapalniczką, a kontrole przy wjeździe na parking są po prostu śmieszne.

Najważniejsze, że o ile wiem, wszyscy znajomi cali i zdrowi.

Natomiast my się do Indii wybraliśmy w strasznie dziwnym dla tego kraju momencie. Eskalacja terroryzmu, kryzys finansowy, wybory, Booker Prize dla Adigi, pierwsze olimpijskie złoto. Nigdy nie byłem w samym środku tak wielu wydarzeń. Szkoda, że głównie tragicznych. Można się poważnie zastanawiać, czy scenariusz naszkicowany tutaj się nie spełni. Czy Indie będą w stanie być tak modelowo wielokulturową i tolerancyjną demokracją, jak chciałyby się widzieć, czy też utoną w morzu bratobójczo rozlanej krwi.

A podtytuł bloga (choć w nowym layoucie niewidoczny – 9 miesięcy niebezpiecznego życia) robi się dramatyczny. Na szczęście nasze trasy są dotąd inne niż cele terrorystów i będziemy starać się w dalszym ciągu chodzić innymi ścieżkami.

W każdym razie – za blisko to się wszystko dzieje. Nie geograficznie, ale w sensie więzi. W momencie zamachu odjeżdżał właśnie z Victoria Station pociąg znajomych w stronę Goa . Nie zginął nikt, kogo znamy, ale zginęli znajomi koleżanki z pracy, ojciec koleżanki współlokatorki. Dwie koleżanki z pracy właśnie miały dziś rano mieć spotkanie w Mumbaju, Nati koleżanka właśnie wróciła z konferencji w Hotelu Taj, w niedzielę miał tam dotrzeć Radosław Leniarski z Wyborczej, którego dopiero co poznaliśmy w poniedziałek na przemiłej kolacji w Gurgaonie. Mam nadzieję, że nie spełnią się jego przepowiednie na blogu, że to dopiero początek. Po poprzednich zamachach nic takiego nie miało miejsca, ale wszyscy pamiętają zemstę na Sikhach po zamachu na Indirę Ghandi czy nawet ostatnie rozruchy przeciwko Chrześcijanom w Orissie. A ten zamach miał skalę nieporównywalną z żadnym poprzednim. Ponad sto ofiar, kilkuset do tysiąca rannych i wciąż jeszcze przetrzymywani są zakładnicy.

Nie rozumiem, jak ktoś może coś takiego robić, nie potrafię przewidzieć co będzie dalej.

Po raz pierwszy od kiedy przyjechałem, zacząłem myśleć o wcześniejszym powrocie.