Mumbai- na rozładowanie emocji

Tak jak pisałam moja firma zajmuje się organizacją konferencji międzynarodowych i eventów. W związku z zaistniałą sytuacją, trzeba było przygotować specjalny list do naszych wszystkich międzynarodowych partnerów, uspokoić ich nieco, dopieścić, sprawić, żeby nie pierzchnęli z Indii na dobre. Zadania tego podjęła się szefowa naszego mumbajskiego biura. Aby podtrzymać na duchu naszych klientów napisała, że “Mumbaj ma długą historię ataków terrorystycznych”. Cóż, dobrze, że list został poddany korekcie…

Mumbai 4 newsy z pierwszej ręki!

Właśnie uwolniono brata mojej koleżanki z pracy. Był zamknięty na 24 piętrze hotelu Trident- Oberoi. Na razie jest w szoku i jedyną rzecza, o której marzy jest sen. Wieczorem obiecał zadzwonić, dlatego jutro rano powinnam mieć więcej informacji z pierwszej ręki. Z tego co powiedział wynika, że w hotelu Trident- Oberoi znajduje się co najmniej 35 gości hotelowych plus obsługa i komandosi. Goście zamknięci sa po 8, 9 osób w pokoju. Cały czas było słychać strzały. Goście panikują nie chą otwierać drzwi antyterrorystom, bo boją się, że to terroryści. Od 40 godzin nie dostają jedzenia, wody ani lekarstw. Terroryści zagrozili, że zatrują wodę pitną, a ta, która była w pokojach juz sie wyczerpała.

To tyle na gorąco. Cdn

Wybory po zamachu w Mumbaju.

Właśnie otrzymałem list, skierowany do wszystkich pracowników Technopaku od naszego szefa i założyciela firmy. Wysłany w związku z zamachami i jutrzejszymi wyborami w Delhi.

Pozwolę go sobie wkleić w całości, bo dobrze obrazuje miarę złości, zawodu i smutku, jakie ten zamach sprowokował.

Aravind Singhal jest na co dzień bardzo spokojnym, dojrzałym i pogodnym mężczyzną. W jego liście kilka zdań i określeń jest zapewne niepotrzebnych, także dość jednoznaczne wyrażanie swoich politycznych poglądów może razić, ale składam to na karb emocji. Jeśli chcecie wiedzieć, co teraz czują Indusi, to w dużej mierze ten list to oddaje.

Dear Colleagues,

I believe I would be right in mentioning that the tragic events of the last two days at Mumbai would have left all of us dumbstruck, worried, frustrated, and angry. Dumbstruck we are with the sheer audacity of the terrorists, worried we are about the well being of our friends and relatives in Mumbai and indeed about the well being of India and all Indians themselves, frustrated we are with the increasing frequency of such attacks on our very right to live a peaceful and optimistic existence in India, and angry we are with the sheer ineptitude of our political system that throws up such visionless, thick-skinned, shameless, spineless and self-interest serving scoundrels and even puts many of them in positions that make us cringe each time we think about them. For me, in these last two days, the disgust was complete when I saw our spineless Prime Minister trying to address the nation in his squeaky timid voice, the visionless and intellect less Sonia Gandhi trying hard to look concerned about India while she has done everything possible to destroy India’s growth dreams by political compromises of the worst type just to stay in power in these last 4+ years of the UPA coalition, and the rabble rousing octogenarian fanatic L.K. Advani preaching about being firm with Jaswant Singh right next to him (some of us will remember that the same clipped-accented pseudo intellectual then foreign minister personally escorted some of India’s worst terrorists to Kandahar in exchange of some hostages while the self-styled iron-man was the then home minister).

In this background, when Delhi goes to elections tomorrow, it is understandable that some of us may decide to stay at home when presented with this Hobson’s choice regarding the options for casting our vote. However, if we do not exercise even this very fundamental right (to vote), our politicians would have succeeded in taking away even this very hard-fought right from us. Vote we must tomorrow, even if the choices being presented to us do not inspire confidence or respect. As we all understand, the current electoral system will end up throwing a winner even if most of us who consider ourselves intelligent and informed refrain from casting a vote. Just one vote will be enough to make a candidate a winner if no one else votes!

Your decision regarding who to vote for is entirely your personal choice and must always remain so. However, perhaps this time, you may wish to reflect a bit harder on who to give your vote too. I will certainly be looking first at the caliber of the candidates being put up by the two really national parties (Congress and BJP) before selecting any one of them. While I would have loved to look beyond these two parties, I believe one of the biggest problems that India’s political system faces today is the fragmentation that has thrown up all kinds of monsters (Mulayam and Amar Singh, Bal Thackeray and others for instance), principle-less (like Ajit Singh, Deve Gowda and others) and buffoons (like Raj Thackeray and Prakash Karat) etc. The coalition politics has the potential to further damage India and hence, at least in my view, the nation needs a very strong two-party system.

I do hope that you will exercise your right to vote tomorrow, and will encourage others to do so too.

Arvind

Na gorąco trwają analizy, ja się ich nie podejmuję. Może jak to wszystko się skończy.

Mumbai 2

Newsów ciąg dalszy. Choć tym razem z bardziej zawodowej strony. Pracuję w firmie, która zajmuje się organizacją konferencji międzynarodowych i eventów. Ponieważ Indie mają jeszcze niewiele centrów kongresowych, wiele konferencji odbywa się w hotelach, wiele z nich w Mumbaju, wiele w hotelu Taj… Tydzień temu moja koleżanka, wróciła z właśnie zakończonej konferencji. Siedziała w cafe Leopold, w której wczoraj wieczorem strzelano do gości, paliła papierosa patrząc na hotel Taj. Przed chwilą dzwonił do nas manager hotelu. Oprócz zabitych gości nie żyją wszyscy pracownicy recepcji, strażnicy i kucharz.

Na adresy mailowe wszystkich w firmie napływają listy z całego świata. Ludzie odwołują rezerwacje, zadają tysiące pytań. I co mam im powiedzieć? Przyjeżdżajcie do pachnących szafranem Indii? Największej demokracji świata, w której szanuje sie prawa człowieka? Nie wiem. cdn.

Mumbai. [i]

Co tu dodawać. Smutek, złość, trochę strach. A najbardziej bezsilność – to przecież nie pierwszy atak i wydawałoby się, że rząd powinien wprowadzić jakieś ostrzejsze środki by zapobiec powtórkom. A tymczasem dalej na pokład samolotu można wsiąść z zapomnianym w bagażu podręcznym kremem do opalania czy zapalniczką, a kontrole przy wjeździe na parking są po prostu śmieszne.

Najważniejsze, że o ile wiem, wszyscy znajomi cali i zdrowi.

Natomiast my się do Indii wybraliśmy w strasznie dziwnym dla tego kraju momencie. Eskalacja terroryzmu, kryzys finansowy, wybory, Booker Prize dla Adigi, pierwsze olimpijskie złoto. Nigdy nie byłem w samym środku tak wielu wydarzeń. Szkoda, że głównie tragicznych. Można się poważnie zastanawiać, czy scenariusz naszkicowany tutaj się nie spełni. Czy Indie będą w stanie być tak modelowo wielokulturową i tolerancyjną demokracją, jak chciałyby się widzieć, czy też utoną w morzu bratobójczo rozlanej krwi.

A podtytuł bloga (choć w nowym layoucie niewidoczny – 9 miesięcy niebezpiecznego życia) robi się dramatyczny. Na szczęście nasze trasy są dotąd inne niż cele terrorystów i będziemy starać się w dalszym ciągu chodzić innymi ścieżkami.

W każdym razie – za blisko to się wszystko dzieje. Nie geograficznie, ale w sensie więzi. W momencie zamachu odjeżdżał właśnie z Victoria Station pociąg znajomych w stronę Goa . Nie zginął nikt, kogo znamy, ale zginęli znajomi koleżanki z pracy, ojciec koleżanki współlokatorki. Dwie koleżanki z pracy właśnie miały dziś rano mieć spotkanie w Mumbaju, Nati koleżanka właśnie wróciła z konferencji w Hotelu Taj, w niedzielę miał tam dotrzeć Radosław Leniarski z Wyborczej, którego dopiero co poznaliśmy w poniedziałek na przemiłej kolacji w Gurgaonie. Mam nadzieję, że nie spełnią się jego przepowiednie na blogu, że to dopiero początek. Po poprzednich zamachach nic takiego nie miało miejsca, ale wszyscy pamiętają zemstę na Sikhach po zamachu na Indirę Ghandi czy nawet ostatnie rozruchy przeciwko Chrześcijanom w Orissie. A ten zamach miał skalę nieporównywalną z żadnym poprzednim. Ponad sto ofiar, kilkuset do tysiąca rannych i wciąż jeszcze przetrzymywani są zakładnicy.

Nie rozumiem, jak ktoś może coś takiego robić, nie potrafię przewidzieć co będzie dalej.

Po raz pierwszy od kiedy przyjechałem, zacząłem myśleć o wcześniejszym powrocie.

Bomby w Delhi… ale wszyscy ok.

Ok, podczas zamachów w Ahmedabadzie i Bangalore przyjęliśmy taktykę milczenia, co by nikt się za bardzo nie przejmował, licząc że wieści do Polski nie dotrą. Tym razem dotrą, więc uznaliśmy, że lepiej uprzedzić zmartwienia – żyjemy, mamy sie dobrze i tako wszelcy znajomi. Nie wiadomo nam również o żadnych ofiarach bądź rannych pośród Polaków w Delhi – wszyscy których znamy mają się dobrze.

Dziś wieczorem w stolicy Indii doszło do 5 (lub 6) wybuchów bombowych w ciągu 25 minut między 18.10 a 18.35 tutejszego czasu ( ok.14.45-15.30 naszego czasu). Atak miał ten sam schemat co poprzednie – seria niewielkich bomb rozmieszczonych w różnych miejscach miasta. Dwa wybuchy miały miejsce na Connaught Place (zakupowo-rozrywkowe centrum Delhi), na Gaffar Market w dzielnicy Karol Bagh, na Barakhamba Road i kolejny w eleganckiej dzielnicy Greater Kailash. Kilka bomb na czas wykryto i rozbrojono w okolicy India Gate. Bomby były rozmieszczone w koszach na śmieci lub w auto rikszy – nie jest to jeszcze wyjaśnione. Na razie mowa jest o 21 ofiarach śmiertelnych i ponad 100 rannych. Liczba ofiar nie jest duża biorąc pod uwagę, że to jedne z najliczniej odwiedzanych miejsc w Delhi.

W związku z zamachami na razie zamknięto linie metra, malle, kina oraz główne targi.

Do wybuchów przyznała się organizacja terrorystyczna Indyjscy Mudżahedini. Media otrzymały wiadomość mailową pięć minut przed pierwszym wybuchem. Organizacja składa się prawdopodobnie z członków Students Islamic Movement of India (SIMI), Lashkar-e-Toiba (LeT) i Harkat-ul-Jihad-e-Islami (HuJI) i wysyłała podobne maile również przy wcześniejszych zamachach. Ostatnia wiadomość brzmiała: ‘Indian Mujahideen strikes back once more within five minutes from now. Do whatever you want to stop us if you can.’

Atak na Delhi to według doniesień finał operacji BAD (akronim od nazw miast zaatakowanych – Bangalore, Ahmedabad, Delhi). Według doniesień – rząd otrzymał ostrzeżenie z Gujaratu o możliwości zamachu, ale nie zdołał im zapobiec.

Mamy nadzieję, że to rzeczywiście finał i więcej zamachów nie będzie.

Na wszelki wypadek podajemy numer alarmowy: +91 011-23490312, gdyby ktoś chciał się upewnić co do znajomych/rodziny w Delhi.

PS. W niedawnym wydaniu Wysokich Obcasów można było przeczytać wywiad (link po prawej – Męska końcówka) z Piotrem Balcerowiczem pt. “Tata kupuje zachód”. A w nim między innymi takie słowa. “Ale poza tymi obszarami Indie wypadają znakomicie pod względem swobód obywatelskich, na przykład na tle Stanów Zjednoczonych. Te kontrole na lotniskach, kamery rejestrujące wszystko ‘na wszelki wypadek’ – przerażająca jest zgoda społeczeństw Zachodu na ciągłe ograniczanie wolności. Społeczeństwa Indii nikt nie musi pouczać, czym jest terroryzm – kilkaset osób rocznie ginie w różnych zamachach, zwykle inspirowanych przez wrogiego sąsiada. A jednak poza stanem wyjątkowym wprowadzonym w 1975 roku przez Indirę Gandhi politycy w Indiach nigdy nie mówią, że trzeba rozszerzyć uprawnienia służb specjalnych, zacząć inwigilować społeczeństwo. Wolność traktuje się jako niezbędny element rozwoju.”

Nie prawda. Indianie wcale nie są tak dumni ze swoich praw człowieka. Po każdym zamachu można przeczytać to samo “Niczego się nie nauczyliśmy”, “Rząd nic nie robi”, “Zróbmy w końcu porządek”. I to mimo faktu, że te prawa SĄ łamane – w Stanach nigdy nikt nie karze ci otworzyć torby przy wejściu do metra i nie wyciągnie z niej wszystkich rzeczy jak to się dzieje tutaj. Ta cała “dbałość o prawa człowieka” to jedynie nieudolność – po prostu te kontrole są zbyt wyrywkowe i zbyt łatwo (oprócz prywatnych biur i malli) je obejść, by rzeczywiście pomagały. Kamer nie ma, bo albo nie ma pieniędzy, albo nikt nie pomyślał. Prawa człowieka są tu najmniej ważne, wierzcie mi, że wielu pozwoliłoby na ich łamanie, byle tylko mieć spokój.

Choć właściwie to czego jak czego, ale spokoju odmówić im nie można. Dzwoniąc po znajomych Indusach ze zdziwieniem stwierdziliśmy, że nikt się nie przejął. W Delhi właśnie bawią się na imprezach, w myśl zasady, co będzie, to będzie…

Krucha równowaga.

Ostatnio do domu podrzuciła mnie koleżanka z pracy i zapytała jak na co dzień dojeżdżam.  Usłyszawszy, że rikszą, zapytała ze śmiechem, jakie było moje pierwsze wrażenie. Cóż, to chyba dobre pytanie i warto tu na nie  odpowiedzieć…

Riksza wygląda tak:

To jeden z dwóch modeli – drugi ma dach i solidniejszą ramę. I niekoniecznie tak ubranego rikszarza ;) Te z dachem sprawiają wrażenie mocniejszych, stabilniejszych i nieco wygodniejszych, aczkolwiek nie są na mój wzrost skrojone i przy każdej większej nierówności muszę w coś przywalić głową.

Generalnie – pierwsze wrażenie jakie ma się jadąc rikszą, to jej niezwykła “krucha równowaga”. Trójkołowiec sklecony w podwórkowym warsztacie nie sprawia wrażenia najmocniejszego, a jednak wkrótce przekonujesz się, że w połączeniu ze sprawnością rikszarza nic nie jest mu straszne. Błoto, kałuże czy pagórki, a także największe dziury w drodze i szaleńczy ruch na ulicach. Po kilku przejażdżach riksza nie zdaje się ani odrobinę stabilniejsza, a jednak ufasz, że się nie wywróci, nie rozpadnie i przejedzie nawet tam, gdzie samemu nie odważyłbyś się wjechać choćby terenówką.

Ta sama zasada obowiązuje tu wszystko. Domy stawiane metodą “na belki” (zresztą A klasowe biurowce powstają tak samo!), wszelkie urządzenia użytku publicznego i wszelkie przedsięwzięcia prowadzone przez hindusów. To “nie ma prawa” działać, a jednak działa. Im dłużej tu jestem tym jestem spokojniejszy, że działać będzie. A jak nie zadziała, “to coś się wymyśli”. “Relax” i “take whatever comes next” – jak mówią podstawowe zasady życia w Indiach. I lepiej się ich trzymać – bez tego trudno zachować spokój.

Ale to nie jedyna myśl, jak nasuwa się po przejażdżce rikszą. Druga to taka, że jestem imprerialistycznym s****synem. 40+ stopni celsiusza, pod górkę, w pyle, bez przerzutek (tak, riksze nie mają tego wynalazku), czasem w deszczu, bez dachu nad głową – ten jest tylko dla pasażerów, którzy jak dawniej angielscy lordowie siedzą na kanapie i wachlują się czym popadnie. A wszystko za marne kilkadziesiąt rupee (średnio za przejazd płacę 1-3zł, zależy jak daleko i w ile osób, oraz jak targuje się rikszarz). Tak, to ich praca, ale to też coś więcej. Pewne roboty wykonuje tu pewna grupa ludzi i oni nie mają prawa się skarżyć. Więcej, mają skakać wokół Ciebie i kłaniać się w pas – np. wyczyszczą Ci z wszechobecnego kurzu siedzenie własną chustką. Rozwinę to jeszcze kiedyś, bo przykładów jest więcej. . Wszyscy tu jesteśmy kolonialnymi d**** i nie za bardzo można tego uniknąć.

<!– p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:”"; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:”Times New Roman”; mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;} a:link, span.MsoHyperlink {color:blue; text-decoration:underline; text-underline:single;} a:visited, span.MsoHyperlinkFollowed {color:purple; text-decoration:underline; text-underline:single;} @page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;} div.Section1 {page:Section1;} –>

Termin krucha równowaga jako tytuł notki chodził mi po głowie od dawna. Jednak teraz niespodziewanie nabrał nowego znaczenia. W ten weekend były dwa zamachy – mniejszy w Bangalore (1 ofiara śmiertelna, 15 rannych), większy w Ahmedabadzie (kilkunastu zabitych). W obu przypadkach – seria małych wybuchów w róznych punktach miasta. W obu – sprawcy niezidentyfikowani, ale najprawdopodobniej muzułmańska ekstrema. New Delhi może być następne. A kto wie – może i Gurgaon. Na szczęście oboje z Natalią mieszkamy i pracujemy z dala od potencjalnych celów, ale to tylko pozorne bezpieczeństwo. Cóż, trzeba żyć normalnie – przejrzałem trochę prasy i zamachy tu to normalka od kilkunastu lat – ostatnio wręcz się uspokoiło. I wciąż – ilość śmiertelnych ofiar (i co za tym idzie – prawdopodobieństwo trafienia) w porównaniu do ilości ludności jest mikroskopijne. Na pewno to nie Izrael czy Turcja, może co najwyżej Londyn. A jednak napięcie wzrosło. Czekamy… See what comes next.