Indie (nie tylko) dla orłów

Popełniłem dla Centrum Studiów Polska – Azja która, po długich wielu konsultacjach i poprawkach, w końcu się ukazała wirtualnym drukiem.

Indie dla polskich przedsiębiorców są na razie jeszcze rynkiem dość egzotycznym, ale coraz częściej pojawiają się na ich radarze. Co jednak powinni oni wiedzieć, zanim zdecydują się wejść na ten atrakcyjny, ale trudny rynek? Oto próba analizy, skoncentrowana głównie na rynku konsumenckim, który z jednej strony jest mi najlepiej znany, a z drugiej – mimo ogromnego potencjału jest przez polskie firmy niemal niezagospodarowany.

Cały artykuł tutaj. Zapraszam do lektury i komentarzy!

Manhattan z przypadku

Bądźcie przygotowani na coś, co może przypominać USA z lat dwudziestych – napisał  w mailu Aditya Singhal przed naszym przyjazdem do miasta, które w ciągu ostatnich dwudziestu lat przekształciło się z wioski na obrzeżach Delhi w jedno z najważniejszych centrów biznesu w Azji

Czytaj dalej

Obama a Indie

Ok, zapoczątkowałem ten wątek poprzednim wpisem, to skoro stało się to faktem, warto rzecz pociągnąć.

Co zwycięztwo Baracka Obamy oznacza dla Indii? Kilka komentarzy z dzisiejszej Mięty

“Tak jak USA ma swoje problemy rasowe, tak India ma je z kastami, i ludzie tu już zaczynają mówić o premierze Dalicie (nietykalnym) jako swojego rodzaju ekwiwalencie prezydenta afroamerykanina. Takie porównanie pomija jednak jedną istotną róznicę – Barack Obama został prezydentem, ponieważ zaprezentował siebie jako kandydata do zaakceptowania przez wszystkich (czyżby amerykański Kwaśniewski??) a nie dlatego, że zagrał swoją “kartą rasy”. W indiach wciąż jeśli kandydat ma do wygrania kwestię kasty, z której pochodzi, na pewno to zrobi. (…) Indie nazywają siebie najwiekszą demokracją świata, ale by nazwać siebie “wielką” nie w znaczeniu liczb a osiągów, muszą się nauczyć wybierać swoich liderów nie za to, jak wyglądaja i z jakiej kasty pochodzą, ale za to jakie są ich poglądy i wartości”. (editorial, tłumaczenie własne “na kolanie”)

I kolejny…

“Większość hindusów luczyła na zwycięztwo Obamy po ośmiu latach rzadów Republikanów (…) ale gdzieś w cieniu ogólnego podniecenia, jest nutka wątpliwości. W czasie swojej długiej kampanii Obama kilkakrotnie powtarzał, że będzie zniechęcał amerykańskie korporacje do przenoszenia miejsc pracy za granicę, odbierając im przywileje podatkowe, co uderzy w Indyjski przemysł outsourcingowy, który 60% swoich przychodów czerpie właśnie z Ameryki.” (Neraj Sheth; tłumaczenie dowolne)

Komentatorzy podkreślają jednak, że po pierwsze – Obama, kiedy zacznie sprawować urząd, będzie musiał sobie zdać sprawę, że światowa gospodarka to system naczyń połaczonych i proteksjonizm w jakiejkolwiek formie obróci się na niekorzyść wszystkich. A po drugie – że w tej chwili najważniejsze jest, by Stany odzyskały zdrowie – Indyjskie firmy zależą od stanu ich gospodarki w znacznie większym stopniu, niż od aktualnej polityki prezydenta. Jakakolwiek by ona nie była.

Jedno jest pewne – sądząc po reakcji znajomych i tego co pokazuja w TV, Obama juz jest prezydentem wszystkich mniejszości. Na całym swiecie. A teraz musi się wziąć solidnie do roboty, by zdobyć też serca rynkowych analityków. Ma sie gdzie popisać. Wielkie prezydentury w USA ponoć zawsze zaczynały sie w Ciężkich Czasach…