Moje Niesamowite Indyjskie Wesele

Właśnie trwa sezon ślubów. Astrologowie orzekli, że układ gwiazd jest teraz korzystny i warto się hajtać. To się hajtają. W tym tygodniu byłem na jednym, a mogłem być na 4(!) weselach, (co bynajmniej nie oznacza, że znam państwa młodych – to byli odpowiednie: współpracownik koleżanki, ktoś z mojego biura, kogo nigdy nie poznałem, daleka rodzina mojej współlokatorki i – uwaga – rodzina poznana przez Natalię w pociągu z Hyderabadu). Jadąc przez miasto średnio co 20 metrów potyka się człowiek o weselny orszak, a jeszcze Technopak zlecił mi research na temat rynku ślubnego w Indiach do swojej następnej publikacji. Więc nie dało się o weselu nie napisać.

Tym razem trochę o kuriozach.

Otóż po pierwsze, jeśli myślicie, że aranżowane małżeństwa to przeszłość, to się bardzo zdziwicie. Ciągle zdecydowana większość małżeństw to sprawka rodziców, a wygląda to mniej więcej tak “Właśnie się dowiedziałem, że się żenię?” – “O, gratuluję! Kiedy?” – “7 marca” – “Jakaś fajna?” – “Nie wiem, jeszcze jej nie widziałem. Papiery ma dobre” – “Cieszysz się?” – “Nie bardzo. Ale przecież nie powiem “nie” Mamie. Ale samochód fajny dostanę”. To autentyczna rozmowa z kolegą z pracy.

Istnieje cały rynek matrymonialny, z ogłoszeniami w stylu “Wysokiego z Punjubu do 30 lat, religijnego i z dobrą pozycją finansową poślubię MBA ze Stanów Zjednoczonych będzie dodatkowym atutem. Wysoka, ładna 22 letnia Punjubka, z dobrej rodziny”. Istnieją nawet “agencje ratingowe” oceniające atrakcyjność kandydatów na męża. Jedna z nich, Stowarzyszenie Starych Żon i Ciotek obniżyła właśnie w związku z kryzysem rating bankierów i ludzi z sektora outsourcingowego z “Materiał na Męża” do “Grzecznie Ignoruj”, co zrujnowało wielu mężczyznom szanse na szybki ożenek. To oczywiście żarty, ale faktem jest, że w nieformalny sposób, tak właśnie zapewne to wygląda. “Gdzie pracujesz” – “W City Bank” – “Ah, bardzo ciekawa praca” (aha – tego trzeba skreślić). Swoją drogą, wiele wskazuje na to, że branża ślubna jako jedna z niewielu pozostała kompletnie niewrażliwa na recesję.

Natomiast wspomniany wcześniej samochód prowadzi nas do kolejnego wątku. Otóż wydanie córki za mąż jest najczęstszym powodem bankructw, bo niestety obowiazuje tu pradawny zwyczaj posagu, i to bynajmniej nie symbolicznego. Zresztą samo wesele też musi być wypaśne – uroczystości trwają przez kilka dni (zależy od obrzadku) i trzeba wydać co najmniej dwa przyjęcia dla gości, każde z suto zastawionym stołem. Jeśli chcesz się wykazać, to do zaproszeń (same karty mogą być warte nawet 500zł za sztukę! Choć to oczywiście ekstremum.) należy dołączyć prezenty. Dla wszystkich! A wszystkich jest kilkuset … minimum. Strój panny młodej może ważyć do 20kg i kosztuje ok jednej czwartej całego budżetu (wliczając biżuterię, którą dosłownie jest obwieszona).

Bardzo ważne jest też, żeby gości na weselu było dużo i żeby dobrze wyglądali. Im więcej i poważniejszych person, tym bardziej rośnie reputacja rodziny. Nie ma się więc co dziwić, że w Rajasthanie  (a dokładniej w Jodhpurze) powstała nawet agencja Best Guest Centre, wyspecjalizowana w wypożyczaniu gości na wesele. I tym razem, to nie jest żart. Wynagrodzenie wynosi ok. 600Rs za dzień pracy, ale zależy od takich czynników jak wygląd (w tym karnacja – im jaśniejsza, tym lepiej!), wykształcenie czy zdolności konwersacyjne.

Tyle smaczków na dzisiaj. W miare postepującego researchu może jeszcze coś dorzucim.  Mam nadzieję, że utrzymamy się w wesołym tonie i nie będzie trzeba wracać do wybuchowych wieści.

Kryzys

Indusi to twardy naród. Nie straszne im ataki terrorystyczne, powodzie i trzęsienia ziemi. Są do tego przyzwyczajeni. Wrześniowe zamachy nie były poniedziałkowym tematem w biurze, podobnie powódź w Biharze. Ale gdy światowy kryzys gospodarczy dotyka wszystkich, moja hinduska firma nie pozostała na niego obojętna, tym bardziej, że branża, w której pracuję, żyje z tego, że inne wielkie firmy wydają pieniądze – a na co? Na konferencje i eventy.

Pierwsze złe sygnały dotarły do nas, gdy prawie żaden z wielkich hinduskich koncernów nie był gotowy wyłożyć pieniędzy na sponsoring prestiżowej konferencji. Nawet gigant Reliance, znany ze swojej szczodrości, odmówił. Nie było to jednak powiedziane wprost.

Jednak gdy zatrudniający tysiące osób Deloitte zrezygnował z tradycyjnego dnia integracyjnego (na 7 tysięcy osób), który notabene moja firma miała realizować, odczuliśmy kryzys na własnej skórze. Dlatego trzeba ciąć koszty. A jak tnie się koszty w hinduskich firmach? Oto jak:

- przeloty samolotem zastępujemy podróżami cudowną hinduską koleją (piszę to po 18-godzinnej podróży spędzonej na tym samym siedzeniu z urocza hinduską rodziną). Biorąc pod uwagę, to że drugie biuro mojej firmy znajduje się w Hyderabadzie (Delhi- Hyderabad 1257 km- sprawdziłam!) i tam też jest organizowana większość konferencji to zapowiada się ciekawie.

- wyłączamy klimatyzacje – pozostają nam urocze wiatraczki.

- wyłączamy klimatyzację, ale za to nie włączamy grzejników a grudzień i styczeń w Delhi potrafią być naprawdę chłodne.

- dzwonimy z jakiejś darmowej linii, z której nikt nie korzysta

- UWAGA! Ograniczamy liczbę herbatek do dwóch dziennie!. Służący zostali już stosownie poinstruowani, żeby nie marnować czaju.

To tyle na razie, ale na pewno pojawią się jakieś nowe wątki, tym bardziej, że dzisiaj na spotkaniu z szefostwem każdy został poproszony o przemyślenie tego, w jaki sposób możnaby jeszcze zaoszczędzić. Zabieram się zatem za myślenie.