Rozgrzewka

Namaste.

Witamy z powrotem. Wkrótce relacja z podróży a tymczasem jedynie trzy małe impresje.

No. 1. Słuchanie “Jimmiego” podczas jazdy rikszą przez ulicę pełną krów nabiera zupełnie nowego wymiaru.

No.2 Właśnie przeczytałem w amerykańskim artykule o fast foodzie ” If we are what we eat, then we are not well.“. Coż, w Indiach należałoby powiedzieć, że jeśli jesteśmy tym co jemy, to powoli staję się warzywem.

No.3 (Nataliowe) Jeśli chcesz w Indiach mieć prace w której się nie przepracujesz, polecamy sklep mięsny. Obserwowaliśmy przedwczoraj stoisko w supermarkecie – 5 facetów stało i gapiło sie w sufit. Klient raz na pół godziny. Bajka ;)

Krucha równowaga.

Ostatnio do domu podrzuciła mnie koleżanka z pracy i zapytała jak na co dzień dojeżdżam.  Usłyszawszy, że rikszą, zapytała ze śmiechem, jakie było moje pierwsze wrażenie. Cóż, to chyba dobre pytanie i warto tu na nie  odpowiedzieć…

Riksza wygląda tak:

To jeden z dwóch modeli – drugi ma dach i solidniejszą ramę. I niekoniecznie tak ubranego rikszarza ;) Te z dachem sprawiają wrażenie mocniejszych, stabilniejszych i nieco wygodniejszych, aczkolwiek nie są na mój wzrost skrojone i przy każdej większej nierówności muszę w coś przywalić głową.

Generalnie – pierwsze wrażenie jakie ma się jadąc rikszą, to jej niezwykła “krucha równowaga”. Trójkołowiec sklecony w podwórkowym warsztacie nie sprawia wrażenia najmocniejszego, a jednak wkrótce przekonujesz się, że w połączeniu ze sprawnością rikszarza nic nie jest mu straszne. Błoto, kałuże czy pagórki, a także największe dziury w drodze i szaleńczy ruch na ulicach. Po kilku przejażdżach riksza nie zdaje się ani odrobinę stabilniejsza, a jednak ufasz, że się nie wywróci, nie rozpadnie i przejedzie nawet tam, gdzie samemu nie odważyłbyś się wjechać choćby terenówką.

Ta sama zasada obowiązuje tu wszystko. Domy stawiane metodą “na belki” (zresztą A klasowe biurowce powstają tak samo!), wszelkie urządzenia użytku publicznego i wszelkie przedsięwzięcia prowadzone przez hindusów. To “nie ma prawa” działać, a jednak działa. Im dłużej tu jestem tym jestem spokojniejszy, że działać będzie. A jak nie zadziała, “to coś się wymyśli”. “Relax” i “take whatever comes next” – jak mówią podstawowe zasady życia w Indiach. I lepiej się ich trzymać – bez tego trudno zachować spokój.

Ale to nie jedyna myśl, jak nasuwa się po przejażdżce rikszą. Druga to taka, że jestem imprerialistycznym s****synem. 40+ stopni celsiusza, pod górkę, w pyle, bez przerzutek (tak, riksze nie mają tego wynalazku), czasem w deszczu, bez dachu nad głową – ten jest tylko dla pasażerów, którzy jak dawniej angielscy lordowie siedzą na kanapie i wachlują się czym popadnie. A wszystko za marne kilkadziesiąt rupee (średnio za przejazd płacę 1-3zł, zależy jak daleko i w ile osób, oraz jak targuje się rikszarz). Tak, to ich praca, ale to też coś więcej. Pewne roboty wykonuje tu pewna grupa ludzi i oni nie mają prawa się skarżyć. Więcej, mają skakać wokół Ciebie i kłaniać się w pas – np. wyczyszczą Ci z wszechobecnego kurzu siedzenie własną chustką. Rozwinę to jeszcze kiedyś, bo przykładów jest więcej. . Wszyscy tu jesteśmy kolonialnymi d**** i nie za bardzo można tego uniknąć.

<!– p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-parent:”"; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:”Times New Roman”; mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;} a:link, span.MsoHyperlink {color:blue; text-decoration:underline; text-underline:single;} a:visited, span.MsoHyperlinkFollowed {color:purple; text-decoration:underline; text-underline:single;} @page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;} div.Section1 {page:Section1;} –>

Termin krucha równowaga jako tytuł notki chodził mi po głowie od dawna. Jednak teraz niespodziewanie nabrał nowego znaczenia. W ten weekend były dwa zamachy – mniejszy w Bangalore (1 ofiara śmiertelna, 15 rannych), większy w Ahmedabadzie (kilkunastu zabitych). W obu przypadkach – seria małych wybuchów w róznych punktach miasta. W obu – sprawcy niezidentyfikowani, ale najprawdopodobniej muzułmańska ekstrema. New Delhi może być następne. A kto wie – może i Gurgaon. Na szczęście oboje z Natalią mieszkamy i pracujemy z dala od potencjalnych celów, ale to tylko pozorne bezpieczeństwo. Cóż, trzeba żyć normalnie – przejrzałem trochę prasy i zamachy tu to normalka od kilkunastu lat – ostatnio wręcz się uspokoiło. I wciąż – ilość śmiertelnych ofiar (i co za tym idzie – prawdopodobieństwo trafienia) w porównaniu do ilości ludności jest mikroskopijne. Na pewno to nie Izrael czy Turcja, może co najwyżej Londyn. A jednak napięcie wzrosło. Czekamy… See what comes next.