Turystyka terrorystyczna

Nawiązując do jednego z wpisów na tym blogu Bombaj rzeczywiście się otrząsnął.Sama się o tym przekonałam. Energia miasta wylewa się ze wszystkich knajpek, luksusowych restauracji i sklepików. Tzw. Mumbaikars potrafią cieszyć się życiem, spacerują objęci (W Indiach!) nocą po nadbrzeżu i kursują między jednym klubem a drugim. Co prawda trudno powiedzieć na ile jest to pozorny spokój, tu i ówdzie widać przyklejone na samochodach nalepki “26/11 we will never forget”, ale mimo to, przez Bombaj przelewa się ta sama energia (podobno) co przed hinduskim 11 września. Co innego turyści- zarówno obcokrajowcy jak i Indusi wszelkiej maści. Ci uprawiają coś, co możnaby nazwać turystyką terrorystyczną. Jeden z najbardziej znanych zabytków Bombaju – Gateway of India jest w tej chwili zupełnie ignorowany, bo wszyscy stoją (czasem godzinami!) wpatrując się w Taj Palace, który znajduje się zaraz obok. Całe rodziny przyglądają się potłuczonym szybom luksusowych butików, pokazują palcami, które pokoje były najbardziej zniszczone itp. A z zainteresowania gapiów korzystają uliczni handlarze sprzedając co tylko się da – orzeszki, chaaty, skaczące plastikowe małpki i laleczki. Podobnie wygląda sytuacja w Cafe Leopold. Co prawda ruch jest duży i ludzie czekają czasami godzinę na stolik, to ma się wrażenie, ze wiele stojących na zewnątrz osób przyszło “tylko popatrzeć”. Jednak ci, którzy szukają sensacji mocno się rozczarują. Bombajczycy bardzo szybko wzięli sie do roboty i prace idą pełną parą. Ci, którzy liczą na ślady krwi czy kul, raczej ich nie zobaczą. Wszystko działa jak dawniej i tylko przed Leopoldem stoją dwaj ochroniarze z niestety przestarzałymi dwururkami.

I tu dochodzimy do palącego problemu, którego nie da się “posprzątać” w miesiąc. Ochrona i służby bezpieczeństwa- dużo już zostało na ten temat napisane, więc tylko krótko – ochrona wygląda jak wyglądała – czyli ubrani w przestarzałe mundury, uzbrojeni w dwururkę albo jakiś karabinek faceci o wyglądzie ćwierćkretynów pilnują klubów, kawiarni i stacji kolejowych. Na osławionym CST ustawili bramki, które cały czas pipczą, a 10 policjantów nie raczy nawet podnieść tyłka, żeby sprawdzić, czy ktoś nie próbuje uskutecznić kolejnego zamachu.

No nic, życzmy Mumbaikars tego, czego sami sobie życzą- Taki oto napis widziałam na jednej z nadmorskich kafejek: “Thanks God 2008 is over. God bless 2009!”

Maybe.

Ostatnio mieliśmy dyskusję o międzykulturowych różnicach i o tym, że Indusi nie potrafią mówić nie, zamiast tego mówią “spróbuję”, “może”, “zrobię co w mojej mocy”.

Ale nie sądziłem, że to sięga tak daleko. Właśnie ogłoszono oficjalny, rządowy komunikat o sytuacji w Mumbaju: “Operacja w Niramar House mniej więcej zakończona”.

Nieprawdopodobne.

Mumbai- na rozładowanie emocji

Tak jak pisałam moja firma zajmuje się organizacją konferencji międzynarodowych i eventów. W związku z zaistniałą sytuacją, trzeba było przygotować specjalny list do naszych wszystkich międzynarodowych partnerów, uspokoić ich nieco, dopieścić, sprawić, żeby nie pierzchnęli z Indii na dobre. Zadania tego podjęła się szefowa naszego mumbajskiego biura. Aby podtrzymać na duchu naszych klientów napisała, że “Mumbaj ma długą historię ataków terrorystycznych”. Cóż, dobrze, że list został poddany korekcie…

Mumbai 4 newsy z pierwszej ręki!

Właśnie uwolniono brata mojej koleżanki z pracy. Był zamknięty na 24 piętrze hotelu Trident- Oberoi. Na razie jest w szoku i jedyną rzecza, o której marzy jest sen. Wieczorem obiecał zadzwonić, dlatego jutro rano powinnam mieć więcej informacji z pierwszej ręki. Z tego co powiedział wynika, że w hotelu Trident- Oberoi znajduje się co najmniej 35 gości hotelowych plus obsługa i komandosi. Goście zamknięci sa po 8, 9 osób w pokoju. Cały czas było słychać strzały. Goście panikują nie chą otwierać drzwi antyterrorystom, bo boją się, że to terroryści. Od 40 godzin nie dostają jedzenia, wody ani lekarstw. Terroryści zagrozili, że zatrują wodę pitną, a ta, która była w pokojach juz sie wyczerpała.

To tyle na gorąco. Cdn

Cisza w Mumbaju.

Jedna rzecz oddaje chyba najlepiej skalę tego co się stało. Indusi w Mumbaju zostali w domach. Miasto jest puste i – nie licząc słyszalnych wciąż jeszcze wystrzałów – ciche. Biorąc pod uwagę, jak głośne i tłoczne są indyjskie miasta i że Mumbai jest z nich najtłoczniejszy i najgłośniejszy, nie jestem sobie tego w stanie wyobrazić.

Mumbai 3

Relacji ciąg dalszy. Dzisiaj u mnie w pracy wszyscy pracują na pół gwizdka. Włóczą sie po pokojach i oglądają relację w telewizji. Nagle każdy przypomina sobie, jak był w hotelu Taj albo Oberoi, co czasami zakrawa na paranoję. Na przykład dzisiaj koleżanka poinformowała mnie obsewrując komandosów na dachu Taj Palace:

- Wiesz, że ja też byłam na tym dachu 10 lat temu? No cóż.

Oprócz tego, że z całego świata płyną słowa otuchy, wypowiedziały się już najważniejsze gwiazdy Bollywood. Głos zabrał nawet na swoim blogu Amitabh Bachchan- guru kina bollywoodzkiego. A to dla przeciętnego Indusa znaczy bardzo wiele.  Oczywiście  gwiazdki zrobiły to w bardzo “osobisty” sposób, mówiąc o tym jak to uciekały przed strzałami, jak dwie minuty po wybuchu przejeżdżały obok płonącego hotelu, jak w ostatniej chwili zmieniły plany i nie poszły na kolacje do cafe Leopold. “Zobacz, byliśmy tam gdzie ty,też mogliśmy nie mieć tyle szczęścia- zdają się mówić. I jest to prawda, bo w zamachu ucierpieli nie tylko biedni i biedniejsza klasa średnia, która zazwyczaj ginie na targach i ulicach. W ataku został ranny brat szefa mojej koleżanki, co-expatki. Właściciel firmy softwarowej, człowiek, któremu trudno jest cokolwiek dać na urodziny, bo jak mówi jego brat “ma wszystko”.

Jak widać terroryści “odrobili lekcje”. Hinduskie media podejrzewają, że przed zamachem kilku terrorystów wynajęło pokoje w hotelu, znali każdy zakamarek, mieli listę gości, potem czekali tylko na posiłki, w międzyczasie delektując się hotelowym jedzeniem.

Mumbai 2

Newsów ciąg dalszy. Choć tym razem z bardziej zawodowej strony. Pracuję w firmie, która zajmuje się organizacją konferencji międzynarodowych i eventów. Ponieważ Indie mają jeszcze niewiele centrów kongresowych, wiele konferencji odbywa się w hotelach, wiele z nich w Mumbaju, wiele w hotelu Taj… Tydzień temu moja koleżanka, wróciła z właśnie zakończonej konferencji. Siedziała w cafe Leopold, w której wczoraj wieczorem strzelano do gości, paliła papierosa patrząc na hotel Taj. Przed chwilą dzwonił do nas manager hotelu. Oprócz zabitych gości nie żyją wszyscy pracownicy recepcji, strażnicy i kucharz.

Na adresy mailowe wszystkich w firmie napływają listy z całego świata. Ludzie odwołują rezerwacje, zadają tysiące pytań. I co mam im powiedzieć? Przyjeżdżajcie do pachnących szafranem Indii? Największej demokracji świata, w której szanuje sie prawa człowieka? Nie wiem. cdn.